Doświadczenia uczestników

Home Doświadczenia uczestników
Trening uważnosci – doświadczenia uczestników:

W trakcie kursu MSC (Mindful Self-Compassion, Uważne Samo-współczucie) wydarzył się ważny dla mnie moment i myślę, że ten kurs się do tego przyczynił oraz terapia, w której jestem. Otóż odważyłem się i na co dzień wyrażam wprost i szczerze uczucia. To było dla mnie bardzo trudne wcześniej i często udawałem, że coś mnie nie dotyka a tak nie było. Poczułem, że nie będąc w zgodzie i kontakcie ze swoimi emocjami sam sobie szkodzę. Kurs MCS dał mi także bardzo pożyteczną praktykę medytacyjną – szczególnie z metty i ręki na sercu korzystam na co dzień. Doceniam też koncepcję silver lining i zgadzam się z tym, trudne momenty są często okazją do rozwoju. Nauczyłem się także i ćwiczę po kursie MCS łagodne, wspierające podejście do siebie, akceptowanie tego co jest oraz tego, że porządek serca jest dla mnie ważniejszy niż porządek rozumu a kiedyś było inaczej. Podziwiam też prowadzącego Pawła Holasa, który mimo dużej wiedzy i wykształcenia podkreśla wagę współodczuwania, koncentracji na sercu; jest też osobą b. pozytywną i spokojną, budzącą zaufanie, co pomaga.
Jedyne co bym może zmienił to godzinę kursu na 19 (albo weekend) i niekiedy bardziej przeplatał część ‘wykładową’, wiedzową ćwiczeniami praktycznymi i medytacjami bo czasem nadmiar teorii powodował u mnie znużenie, wyłączanie się. Plus starałbym się trzymać ram czasowych tj. jeśli kurs jest zaplanowany na g. 20-22 to starałbym się nie kończyć o 22.30 co czasem się zdarzało i z jednej strony pozytywnie świadczy to o zaangażowaniu prowadzącego jednak dla mnie to już tak późno w nocy było za długo, prozaiczna potrzeba snu;-). Kurs polecam wszystkim, którzy dążą do harmonii wewnętrznej i zaprzyjaźnienia się ze sobą;-)
~Aleksander

 

Fragment  dziennika uczestniczki

SESJA 1 czwartek 19.00

Jest nas dziesięcioro uczestników – pół na pół dziewczyn i chłopaków, plus dwóch prowadzących – Filip i Paweł. Siedzimy w kręgu, na matach, niektórzy opatuleni kocem. Przyjemnie, ciepło, cicho. Zaczynamy symbolicznie od zapalenia świecy – Paweł żartuje, że podobieństwa do religijnych rytuałów są przypadkowe – to nie jest nabór do sekty o nazwie “Mindfulness”. Kilka słów wstępu, krótka prezentacja prowadzących i pytanie do nas – po co tu jesteśmy. Każdy mówi, ile chce, niektórzy poprzestają na imieniu. Wielu przyciągnęła ciekawość, nadzieja, Piotrek ma za sobą kurs uważności i zachęcony efektami (cyt. “to zmieniło moje życie”) chce więcej. Ja też chcę więcej – to moje drugie podejście do kursu. Poprzednio zaliczyłam tylko pierwsze spotkanie. Dostałam materiały wraz z płytą i – z wytrwałością, o którą się nie posądzałam – codziennie podążałam za głosem Filipa w medytacji kierowanej. Dlaczego? Na początku – dla relaksu, później – bo w miarę praktyki w mojej głowie robiło się ciszej i zaczęłam radzić sobie z atakami “myślowej sraczki”.

To ostatnie określenie robi błyskawiczną karierę wśród uczestników. Tylko Jacka zniesmacza taki styl odnoszenia się do produktów umysłu. Nawykowo – jak my wszyscy – odnosi się z szacunkiem do myśli, kłania im się, jakby były objawieniem prawdy. Wierzy w potęgę umysłu. Ja – poza tym, że cenię mój umysł za praktyczne zdolności – wiem, jaki bywa toksyczny. Niektóre z jego wytworów uważam za mniej warte niż produkt końcowy przemiany materii. “Sraczka” to właściwe określenie dla wszystkich ocen, interpretacji, przekonań, które ujawniają się w mojej głowie, żeby mnie dręczyć. Walka z nimi jest z góry skazana na porażkę – myślowa reakcja “znów sobie dowaliłam, miałam tego nie robić” – to tylko produkowanie kolejnych myśli, nakręcenie spirali obwiniania siebie, wyrzutów. Czy mogę wpływać na swój proces trawienny? Zarządzać nim? Wiadomo – nie. Proces myślowy – jak trawienie czy oddychanie – po prostu zachodzi – automatycznie, sam. Przecież gdybym nim kierowała, wyeliminowałabym na zawsze dołujące czarne myślociągi. Zła wiadomość jest taka – nie da się wygrać ze swoimi myślami, dobra – wcale nie trzeba tego robić. Żeby się od nich uwolnić wystarczy nauczyć się być uwagą w bieżącej chwili, w rzeczywistości, a nie w głowie, doświadczać życia zamiast zasilać swoją energią myślowy generator. Myśli pozwalają się obserwować – jeśli obserwujesz nie utożsamiając się – jaki myślowy potwór może ci zagrozić? “Ale jestem beznadziejna, próbuję się tu wymądrzać” – ha, ha – widzę cię – stara dobra myśl, znów przyszłaś – siadaj, rozgość się, piszę kilka słów o kursie mindfulness na prośbę Pawła i Filipa… – tak to mniej więcej wygląda w praktyce.
czytaj dalej
~Anna C.

 

Terapia ta pozwoliła mi zmienić stosunek do własnych myśli, emocji i doznań pojawiających się w ciele, oswoić i zaprzyjaźnić się się z nimi co miało dla mnie ogromne znaczenie i co bardzo ważne bezpośrednio przełożyło się na codzienne chwile w moim życiu.
Ważne było również to że mogłem podzielić się własnymi doświadczeniami, czasem obawami i trudnościami
z osobami w grupie jak i również poznać ich doświadczenia które często pozwalały spojrzeć na własne problemy w zupełnie inny sposób, bardziej obiektywny i zrównoważony.
Pomimo pracy jaką należało włożyć w poznawanie siebie podczas praktyk uważności przychodzenie na spotkania i dzielenie się własnymi przeżyciami było dla mnie ogromną przyjemnością i wspaniałym doświadczeniem w moim życiu.
~Adrian

 

Moim życiem rządził „wewnętrzny Krytyk” – skupiałam się na tym co powinnam zrobić, żeby go zadowolić, co źle zrobiłam, co muszę poprawić. Dominujące były uczucia: niepokoju, strachu, stres, a nawet ból fizyczny (nerwobóle).
Podczas medytacji odkryłam, że mam też „w sobie – Dorosłą” – kochającą bezwarunkowo osobę, która „przytuli’ kiedy jest mi smutno i kiedy jestem zła, która się mną zaopiekuje w ciepły, akceptujący sposób. Niczego przy niej nie muszę – wystarczy, że jestem – tu i teraz.
Nauczyłam się ją dopuszczać do głosu, a „Krytyk” ma dużo mniej do powiedzenia :)
~Justyna

 

8-tygodniowy program MBSR-MBCT z Filipem Kołodziejczykiem był dla mnie bardzo wartościowym doświadczeniem, dzięki któremu udało mi się uzyskać większy kontakt z moimi myślami, emocjami, i samym sobą. Popatrzyłem się na siebie z większym dystansem, a jednocześnie z większą empatią. Program też, zgodnie z obietnicą zawartą w jego nazwie, przyniósł znaczną redukcję stresu w moim życiu.
Cały trening był bardzo praktyczny i pomógł mi wykształcić nawyk praktykowania uważności. Był on też skonstruowany w taki sposób, aby praktykę uważności jak najbardziej wdrażać w życie, tak aby pomagała rzeczywiście w trudnych, stresujących sytuacjach.
Jednak bardziej nawet od samej konstrukcji programu pozytywnie działa osoba prowadzącego. Filip jest świetnym nauczycielem, który inspirował nas do wytrwałej praktyki, pokazując jak wpływa ona nasze emocje, myślenie, czy po prostu na nasze życie. Podczas tego typu treningu często pojawia się wiele problemów, pytań, spadków motywacji, na które prowadzący albo po prostu odpowiadał i je rozwiewał, albo zachęcał do dyskusji i spojrzenia na sprawy z innego punktu widzenia. Generalnie bardzo polecam.
~Robert G.

 

Trening w grupie MBCT pozwolił mi wejść na nieznaną mi dotąd drogę świadomej obecności. Uprzytomniłem sobie, lepiej późno niż wcale, że bardzo często jestem nieobecny; nie przeżywam świadomie tego, co JEST. Moje myśli często błądziły, rozpamiętywając przeszłość bądź fantazjując. Zarówno formalna jak i nieformalna praktyka uważności pozwala mi przeżywać chwilę obecną i nie „wkręcać się” w spiralę rozpamiętywania generującego niepokój. Bardzo ważnym tematem jednego ze spotkań było „Myśli nie są faktami” – często wracam do tego stwierdzenia.. Mam nadzieję, że to dopiero początek pozytywnego wpływu uważności na moje życie.
~Ryszard